Kisune nikt nie wie kim naprawdę jestem…Heh… czasem się zastanawiam czy tak właśnie nie jest. Zaczęły się masakrycznie trudne dwa tygodnie. Mam nadizeję, że jakoś podołam, chociaż z każdą chwilą jestem coraz bardziej zdenerwowana i mniej mi wychodzi. Uświadomiłam sobie właśnie, że nie mam już wcale weekendu… nie mam wolnego… każdego dnia pracuję i każdy dzień jest dla mnie taki sam… nie przeszkadza mi to jakoś, gdyby tylko te nerwy można było jakoś wyłączyć to wszystko byłoby w miarę fajnie. Tygodnie odliczam od piątkowego wieczoru, który najczęściej przesypiam w całości nadrabiając braki snu :) już nie mogę się doczekać listopada. Gdyby można było się przenieść w czasie, przyspieszyć bieg wydarzeń. Ludzie często chcą się cofać. Ale ja nie. Nie w takiej chwili ;) Chcę już mieć za sobą wszystkie stresy, odetchnąć pełną piersią i wziąść się do pracy, którą lubię :) Może w listopadzie nadrobię też zaległe przyjemności… może… eh… Nadzieja matką wynalazców ;) podobno :P